MM

Meduzy i matuzalem

14.07.2008 - cognac - opowiastki

Witajcie, Cni Bracia!

Piwa i wina tutaj mnogości całe. Mięs soczystych i przypraw wonnych też bez liku. Jednak kto mówi, że tu przybył dla samego jadła i poidła, jest raczej pomyleńcem, niżeli byłby zasługiwał na takie prawe towarzystwo. Wszyscy wszakże wiemy, iż sycąc samo ciało duszy szczęśliwszą nie uczynimy. Przeto opowiastkę zasłyszaną gdzieś przyniosłem. Daję ją tym, co powątpiewają, ale też tym, którzy szukają potwierdzenia.

W nieznanym mi kraju, w nieznanym mi czasie, na plaży spacerował pewien starzec. Jego starość nie tylko rozpoznać można było po chudych kończynach, ale też po koślawym chodzie i, przede wszystkim, w oczach jego, które mądrością świeciły światłem niebieskim.

Plaża pokryta była meduzami – czymś, czego nigdy nie widziałem na oczy – jednak by nie gadać o niewiadomym, dochrapałem się obrazków kilku z klasztoru znajomego. Proszę, cni Państwo, tu i tu. I tutaj, drodzy moi. To są właśnie meduzy, są to jakby ryby, jednak ikry ni oczu nie mają, a jednak wody zamieszkują. Ot, takie dziwne stworzenia boże. Widzę Wasze zdumienie w oczach; wydaje się, że stwór szatański, jednak co tam – brednie, piękne toto przecie. Tak jak kobieta – też się głosi, że diabelska, a jednak niebem dla niejednego może być.

Ale jednak chyba nie przyszedłem po to, by dyskutować, które szatańskie, które boże. Ot, zacznę historyję.

 

Ów matuzalem szedł tą plażą, na której było meduz wyrzuconych przez morze mnogo. Co zobaczył jakąś meduzę, to ją podnosił i oddawał morzu. Huś-tyk, huś-tyk, huśtykał przez piaski, raz po raz się schylając krzywo, stękając i jęcząc strasznie. Mimo wysiłku, który musiał włożyć, oddając meduzy morzu, było widać radość w jego starych, błękitnych oczach. Szedł tak, schylając się często, przez całe przedpołudnie, aż do południa.

W południe bowiem spotkał młodzieńca pewnego, który mu niemile przerwał ratowanie meduz. Młodzieniec ów, zbliżając się do starca, pukał się w czoło i się śmiał: „Starcze, jakże możesz tracić czas na wrzucaniu tych meduz do morza?! Człeku stary, przecież tych meduz są tysiące, jeśli nie setki tysięcy! Przecież to co robisz nic nie da! Ta plaża ciągnie się jeszcze sążniami, jeśli nie dniami! Nic nie da schylanie się i wrzucanie tych pojedynczych meduz!”.

Na to starzec na niego spojrzał miłym wzrokiem i poprosił: „Miły młodzieńcze, zapytaj, proszę, te meduzy, którym oddałem życie, czy to, co robię, nic nie dało”.

Komentowanie i trackback zabronione.
Ceglany kanał RSS dla tego miejsca
.

Jeden zapisek na cegle:

  1. Color

    urzeczona zostałam, urzeczona choć bratem nie jestem ;p – napisałabym pewną mą refleksję, ale nie chcę komentarzem swym popsuć tej notki – urzeczona jestem, urzeczona!!

    21.10.2008 - 20:20